FLR,  związek

Jak poznać kobietę do związku FLR

Wiem jak wielu mężczyzn spędza długie godziny w internecie na poszukiwaniu kobiety, z którą będą mogli zabawić się w femdomowe praktyki, spełnić swoje „nietypowe” fantazje. Z moich doświadczeń wynika jednak, że najwięcej przedstawicieli płci męskiej na portalach typu bdsm.pl, fetlife, etc, szuka po prostu związku. Związku nietypowego, łamiącego społeczne tabu – bo z dominującą kobietą. Kobietą, która będzie jego Panią nie tylko w łóżku, a także (a może przede wszystkim) w życiu.

Już dobre kilka lat temu zanim poznałam mojego teraźniejszego uległego partnera, posiadałam konto na bdsm.pl i w innych podobnych miejscach. Niedawno założyłam na wyżej wymienionym portalu nowe konto w związku z poszukiwaniem uległego online (z którego to pomysłu swoją drogą zrezygnowałam). Minęły ponad cztery lata, a na bdsm.pl zobaczyłam wielu tych samych uległych, co zainspirowało mnie do rozmyślań i stworzenia tego wpisu.

Skąd bierze się taka bezowocność internetowych poszukiwań partnerki do związku Femdom/FLR?

Rzecz jasna należałoby zacząć od tak istotnej kwestii jak zwyczajna dysproporcja pomiędzy liczbą dominujących kobiet a uległych facetów. Nie trzeba być ekspertem, by tę dysproporcję zauważyć. Pomijam tutaj Dominy komercyjne, bo tych faktycznie jest powoli w polskim internecie co raz więcej, jednak nie o tym jest ten wpis.

Kolejną rzeczą, którą zaliczyłabym na minus, są setki wiadomości od internetowych napaleńców, koniobijców i bajkopisarzy. Przykro mi, panowie, ale takie osobniki sprawiają, że skrzynki dominujących Pań są zaśmiecone do granic możliwości. Ciężko jest się przebić sensownemu, wartemu uwagi mężczyźnie przez taki spam. Odsyłam Was tutaj do mojej własnej historii sprzed czterech lat:

http://femdomsophie.pl/2020/05/jak-to-wszystko-sie-zaczelo-rok-pierwszy/

Pod koniec 2016 roku poczułam znużenie korzystaniem z portalu, ponieważ 3/4 mojej skrzynki wypełniały wiadomości wątpliwej jakości, pisane z mnóstwem błędów, nudne, od mężczyzn zdesperowanych na tyle, że byliby w stanie oddać pół pensji pierwszej z brzegu kobiecie, byleby choć trochę ich zdominowała. (Założyłam wtedy nawet specjalnie folder na komputerze, w którym trzymałam screeny takich perełek – żałuję, że nie mam do niego dostępu!).
Przestałam zaglądać na wspomnianą stronę, aż w końcu w grudniu, po ponad miesięcznej przerwie zdecydowałam się sprawdzić z ciekawości, co na mnie tam czeka. A czekała na mnie wiadomość od mojego obecnego chłopaka. Zabawne jest to, że wybrałam ją losowo, spośród masy innych, których nawet nie odczytałam.

Niestety wymienionej przeze mnie dysproporcji i spamowi bez jakości nie można zapobiec. Co wobec tego można zrobić, aby wiadomość przyciągnęła potencjalną Panią? Przypominam, Panią do ewentualnego związku, a nie Panią na spotkanie stricte seksualne.

Pierwsza rzecz o której wspomnę jest dla mnie bardzo istotna. Jak zwrócić się do Dominującej w pierwszej wiadomości zapoznawczej? Prym wiodą zwroty: „Pani”, „Bogini”, „Królowo”, etc. I do mnie osobiście to nie przemawia (tak jak do większości niekomercyjnych Domin, których opinię znam). Grzeczne „dzień dobry” tudzież „dobry wieczór” jest w zupełności na miejscu. W ostateczności „Pani” – jednak wychwalanie boskimi tytułami w pierwszej wiadomości sprawia, że zwroty tego rodzaju tracą na wartości.

Druga rzecz – zapomnij o „kopiuj-wklej„! To od razu widać. Co większym gapom zdarzało się wysyłać mi dwa, trzy razy tę samą kopiuj-wklejkę, nieraz nawet gdy dostali poprzednim razem odpowiedź. Takie coś kompletnie odrzuca – w końcu żadna kobieta nie chce być tą setną, przypadkową, która po prostu pasowała do schematu.

Po trzecie – jeśli nie szukasz Pani TYLKO do łóżkowego femdomu (i nie do takiej kierujesz swoją wiadomość), to nie wymieniaj od razu arsenału swoich fetyszy i upodobań łóżkowych. Zamiast tego napisz o sobie coś, co może być podłożem do rozmowy. Może akurat zdarzy się tak jak w moim przypadku, gdy do poznania mojego teraźniejszego partnera zachęciło mnie to, że wymienił w pierwszej wiadomości swoje zamiłowanie do kina. I mimo wszystko nie była to stricte waniliowa wiadomość – zdanie czy dwa o Femdomie również się tam znalazło. Dzięki temu nasza rozmowa naturalnie przeszła od tematu przyziemnego do kink’owego.

I najistotniejsze, czego swoją drogą nauczyły mnie historie z Reddita (na przykład z r/femdomcommunity) – ludzie, którzy żyją w FLR’owych związkach poznali się na przeróżne sposoby! Na Tinderze, innej aplikacji randkowej, a przede wszystkim na żywo. Pamiętajmy, że kinkowi ludzie są wśród nas. I nie znaczy to, że aby ich poznać trzeba na pierwszym spotkaniu mówić wprost, że jest się uległym/dominującą (a może nawet lepiej tego nie robić…). Niewarto zamykać się w internetowej bańce, ponieważ to z czasem może tylko przytłoczyć.

Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o tym, co pchnęło mnie do stworzenia tego wpisu (oprócz tego o czym wspominałam na początku).

Jest to rozdział z książki „Practical FLR – Lessons for a Female Lead Relationship” autorstwa J.M.Scott. Autorka w rozdziale „How to find a partner” jako kluczową radę proponuje wyjście z poszukiwaniami z internetu. Twierdzi, że „Internet jest pełen femdomowej pornografii, która w żaden sposób nie odzwierciedla tego, czym jest femdomowy związek, a w każdym razie na pewno nie odzwierciedla jego początków”.

O ile do pornografii nic nie mam (byłabym hipokrytką, oglądam jej bowiem całkiem sporo), o tyle mam wrażenie, że bezrefleksyjne patrzenie przez jej pryzmat szkodzi zwłaszcza kink’owym mężczyznom. I nie mówię tu tylko o pornografii w sensie filmów, wliczam w to przeglądanie femdomowych Tumblr’erów i innych tego typu materiałów.

Jeśli faktycznie jesteś w stanie przyznać przed sobą, że chcesz spróbować zawiązać relację z dominującą kobietą (lub zapoznać z tym pomysłem waniliową partnerkę), to najważniejsze według mnie jest byś odsunął na chwilę na bok wyobraźnię oraz porządanie, i podszedł do tego odrzucając z góry wszystko czego się naoglądałeś na stronach XXX. Dominujące kobiety (lub te chcące dominować), to też ludzie, i wejście w relację wymykającą się narzuconym przez społeństwo ramom będzie dla nich prawdopodobnie takim samym wyzwaniem jak dla ciebie.

Mam nadzieję, że ten wpis choć trochę podniesie na duchu wszystkich poszukujących, a może nawet skłoni do zastanowienia nad sposobem owych poszukiwań. 😉

Jak zwykle będę bardzo wdzięczna za komentarze, tym bardziej jeśli chcielibyście podyskutować lub zwrócić mi uwagę na coś co pominęłam.

Moja propozycja na następny wpis to „Kobieca dominacja w mainstreamie”. A może napisać o czymś innym?

Całusy, Sophie

komentarze 3

  • T.

    U nas to wszystko wyszło/wychodzi naturalnie. Właściwie moja dziewczyna chyba nawet do tej pory nie wie do końca co oznacza femdom ale bardzo dużo praktyk w łóżku czy poza nim to właśnie femdom czy coś podobnego 😉
    Na początku sam nawet nie wiedziałem, że takie rzeczy będą mi się podobać. Czasem w żartach klęknąłem gdy mi kazała a moja kobieta śmiała się że podoba jej się jak jej słucham, i tak to się powoli budowało przez 2 lata beż żadnych nacisków tylko powoli przekraczając jakieś granicę. Od klękania w żartach, przez całowanie stóp po chastity, strapon, pissing czy wiele innych zasad poza łóżkiem 😉
    I tak też bym każdemu polecał. Stopniowo poznając wzajemnie siebie i budując związek oparty na codziennym życiu i miłości.

    • Sophie

      Ależ fajnie to opisałeś. Bardzo ciekawe, że tak mimochodem się rokręciście. Ale w sumie w dużej mierze podobnie jak u nas. Aż ciekawa jestem co jeszcze fajnego moglibyście opowiedzieć. Zapraszam na priv na FetLife, o ile jeszcze nie pisaliśmy. W ogóle dziękuję za tyle komentarzy na raz. 🙂

  • feetslave_82

    Tak jak wspomniałaś, dysproporcja pomiędzy liczbą dominujących kobiet a uległych facetów jest rażąca i ciężko czasem nawet o rozmowę z niekomercyjną Dominą, a co dopiero wejście w kumpelską relację, o związku nie wspominając… Przykład Twój i Twojego partnera najlepiej pokazuje, jakiego trzeba mieć farta 😉
    No i faktycznie pewnie wielu facetów patrzy na taką relację przez pryzmat realizacji swoich fetyszowych fantazji i służby na płaszczyźnie erotycznej, a przecież chodzi tu o coś zdecydowanie więcej… Na pewno to wyzwanie, dla niezwykle kuszące, przynajmniej dla mnie 😉

Pozostaw odpowiedź T. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Strona zawiera treści dla dorosłych Czy jesteś osobą pełnoletnią?